Michał Piekarski: Osobowość osobna

Wystawy indywidualne zagraniczne /
 nazwa
Osobowość osobna / An independent personality
 miejsce
 termin
 kuratorzy
mgr Jarosław Tondera
 wstęp
Darmowy

Wyjście spod skrzydeł jednego z najznakomitszych nauczycieli, milczącego proroka Polskiej Szkoły Plakatu, bo kimś takim był prof. Maciej Urbaniec – to sztuka sama w sobie. Wszyscy znamy przykłady zwichniętych karier, kiedy zbyt ufając mentorowi, wychowankowie powielali nabyte schematy mistrza coraz ciszej, coraz ciszej, coraz ciszej…

Powstała na południu Wrocławska Szkoła Grafiki to w dużej mierze także zasługa Urbańca, który miał rzadki talent pedagogiczny: nie mówił za wiele i szanował odmienność. Gest, grymas czy mina więcej tam znaczyły niż słowa. Prawdą jest bowiem, że obraz z powodzeniem zastępuje tysiące słów. Bo obraz był wcześniejszy niż język pisany, a chyba i mówiony. Jeśli w projektach Henryka Tomaszewskiego (kolejny Lew Plakatu) widać było zawsze „malarskie pochodzenie” (absolwent Wydz. Malarstwa), jeśli Józef Mroszczak to rasowy grafik-projektant, to Maciej Urbaniec łączył dyscyplinę designera ze swobodą twórcy pracującego „na własne zlecenie”. Wyobraźnia i twórcze podejście do każdego wyzwania, czyli brak rutyny, to właśnie scheda po Urbańcu, którą jakoś odkrywam w osobowości Michała Piekarskiego. Mimo że większość Jego prac (wolnych od wpływów zleceniodawcy) ogranicza się do liter, czcionek (własnego projektu; kto z nas ma własne fonty!) i zdaje się z charakteru kostyczna, to w kompozycjach widać doskonałe przygotowanie grafika. Dobrze prowadzone malarstwo, rysunek, rzeźba i nawet grafika zwana warsztatową to są niezbywalne doświadczenia, które widać we wszystkich realizacjach Artysty. Sztuki nie dzieli się na użytkową i „bezużyteczną”, jak to dawniej określano, tylko na dobrą i złą, czyli nie-sztukę. Bo zrąb indywidualnego charakteru to praktykowana – czasem odruchowo – zasada kompozycji. Ona jest czymś jak linie papilarne i kod genetyczny: nie ucieknie się od nich i nie warto z nimi walczyć, bo zgoda na siebie to spokój duszy i pewność wyborów, także w sztuce.

Ograniczywszy główne pole ekspresji do liter, liternictwa, do czcionki, Michał Piekarski stał się spadkobiercą Jana Gutenberga albo i chińskiego kowala Pi Shenga, który na poprzednim przełomie tysiącleci wypalał z gliny ruchome elementy czcionek bądź w kamieniu wykuwał ideogramy do graficznego powielania. Gutenberg wszystkie czcionki rozbił, powielił i dał szansę ich wielokrotnego użycia. Stał się więc niejako ojcem europejskiej kultury słowa, a jego następców szanowano jako elitę wśród rzemieślników. Nazywano ich Towarzyszami Sztuki Drukarskiej, wszyscy bowiem umieli czytać, pisać i składać mądre teksty w odwróconej pozycji. Jako student Wydziału Malarstwa zaglądałem z nabożeństwem do akademickiej drukarni, gdzie pan Mich kierował technicznie pierwszymi krokami młodych ręcznych zecerów z Wydziału Grafiki. Gdy go nie było, pozwalano mi samemu liznąć tej sztuki, dlatego wiem, jak trudno jest wybierać właściwe czcionki z kaszty – a jeszcze trudniej tekst właściwie rozebrać po zakończeniu roboty.

Wszelkie zapisy języka werbalnego wywodzą się z obrazów, które, jak mówiłem, zawsze były wobec nich pierwotne. I tak antyczna egipska głowa byka (Apis?), uproszczona na Synaju, stawała się fenicką formą „przewróconego” A, aż do hebrajskiego „alef”, arabskiego „alif”, greckiego „alfa”, rzymskiego A, a nawet do „ćwierci słonka z czterema nogami” w sanskrycie. Inne alfabety i sposoby zapisu myśli powstawały podobnie, choć nie wszystkie drogi rozwoju wyjaśniono na kamieniu z Rosetty.

Pierwsza zasada reklamy mówi, że przekaz winien być jednoznaczny, a jego rolą jest zachęta do przyjęcia idei, bądź podjęcia działania. Wprawdzie Marshall Mc Luhan głosił, że to sam środek przekazu jest przekazem, ale od tej pory świat wzbogacił się o tyle nowych narzędzi cyfrowych, zmieniających się jak w kalejdoskopie – że trzeba tylko pamiętać: można i tak...

Polska Szkoła Plakatu wyrosła na gruncie reklamy bez adresata! Idee komunizmu nie chciały wnikać w głąb naszych dusz, a towary wymagające zachęty nie istniały. Pozostały jednak fundusze na ten cel, a polscy artyści musieli z czegoś żyć. W tej luce bezrynkowej wyrosło zjawisko niewiarygodne, czysta sztuka prezentowana w najodleglejszych zakątkach kraju, dokąd docierało kino, cyrk (to znów Urbaniec), albo objazdowe teatry i zespoły rozrywkowe. Osobliwością tej ekspresji były swoiste rebusy. W pięknej formie lokowano przekaz wymagający dobrej woli i inteligencji, czasem dla zmylenia cenzury, a częściej dla własnej satysfakcji – by piękne mogło też być mądre. Wszyscy ci najwięksi mieli świadomość, że cechą prawdziwego działa sztuki jest element tajemnicy. Można to uznać za rodzaj antycypacji postmodernizmu, idei stawiającej widza w roli współautora. Takiej demokracji w sztuce Marks z Engelsem i Lenin ze Stalinem chyba nie projektowali…

Michała Piekarskiego ze względu na preferowane środki ustawia się w nieodległych szufladkach, czyniąc Go a to krewnym futurystów, surrealistów, dadaistów, a to kontynuatora polskiej awangardy z lat dwudziestych. Tymczasem ten rodzaj wyrazu jest stary jak każdy zapisany ślad obecności, istniejący we wszystkich kulturach i w każdym czasie. Kaligramy jako wiersze obrazkowe funkcjonują, odkąd powstało pismo. Czasem jako forma zabawy (mamy prawo czasem być homo ludens), częściej dla wydobycia, bądź podkreślenia urody słowa, albo nawet dla kamuflażu. I tutaj jesteśmy blisko konstytutywnej cechy Polskiej Szkoły Plakatu. Metafora to nie tylko grecka „przeprowadzka”, ale sposób animacji wyobraźni. Nie mówimy wprost, ale naprowadzamy na cel, szanując inteligencję widza, który – bywa – znajdzie w naszym rebusie coś, czegośmy sami nawet się nie spodziewali. To przecież twórcze! Graficzne zawiłości Michała Piekarskiego pewnie zadziwiłyby Marię Pawlikowską-Jasnorzewską i wierzę, że rozgryzanie rebusów mogło jej przynosić radość. Wrażliwość na słowo chodzi w parze z subtelnością oka i umiłowaniem paradoksów, czego tak pięknie w swych kolażach dowodziła Wisława Szymborska. Julian Tuwim z grupy Skamander miał powiedzieć, że „poezja to skok barbarzyńcy, który poczuł Boga”. To dotyczy każdej dziedziny sztuki, a może i szerzej: kultury. Gry słowno-graficzne uprawiano nie tylko w Chinach czy Japonii, nie tylko w najbardziej wyrafinowanym okresie rozkwitu sztuki Islamu. Im bliżej naszego czasu, tym częściej i naturalniej pojawiają się ludzie łączący czułość na słowo i kształt, bądź kolor czy dźwięk. Mój siedmioletni wnuk podarował ojcu czapkę z intymną inskrypcją: OD JAŚA KOHAM ĆĘ TATO. Czymże to się różni od „odważnych eksperymentów futurystów” – do jednodniówki jak znalazł. Jaś nie zna dotąd Marinettiego, ale i nie daje się pętać ortografii. Wyraził uczucie, jak należało na Dzień Ojca.
Poezja Konkretna wydaje się być medium najbliższym Michałowi Piekarskiemu. Oprócz zabawy w kreowanie obrazów za pomocą liter/czcionek, budowania z nich Wieży Eiffla, znaków miłości i wyznań w kształcie serca, kwiatów, figury konia (to Gillaume Appollinaire), można te znaki graficzne traktować jako tworzywo plastyczne, pisanie obrazem, jak to ktoś nazwał. I tym zajmuje się Michał Piekarski. Radykalny poeta konkretny Stanisław Dróżdż traktujący litery jak narzędzie nizane na patyku mniej miał swobodnego wyczucia formy, chwytał się geometrycznych kształtów, którymi oświadczał tuwimowskiego „skoku barbarzyńcy”. Jeśli znani twórcy szukali „nowych środków wyrazu”, to Michał Piekarski świadomie ich używa! Który z wymienionych i całej plejady epigonów potrafił tak zharmonizować kompozycję, by dorównać „Burzy” z roku 2020. Maria Pawlikowska-Jasnorzewska z zaświatów cieszy się jak dziecko – że wciąż jest tak żywa. W komedii Jerzego Jurandota Dziewiąty sprawiedliwy chodzi po scenie poeta(!), który mówi: – Wszystko przede mną było prekursorstwem, wszystko po mnie będzie epigoństwem – jedynym prawdziwym poetą jestem ja, Sebeon. Daliśmy się omotać miłośnikom permanentnego postępu, który przecież w sztuce nie istnieje! Autorzy nowych języków w sztuce zbyt często nie mieli nic do powiedzenia w językach istniejących, stąd taka inwencja zastępcza pozwalająca zaistnieć. Michał Piekarski ze wszystkich znanych mi artystów „piszących obrazem” najpełniej, najbardziej świadomie używa wybranego warsztatu i robi to z prawdziwym sukcesem. Na razie artystycznym, ale dobre i to.

Nie będę opisywał innych kompozycji Michała Piekarskiego, by każdy mógł wybrać to, co mu najbardziej odpowiada. Jedno jest pewne: nie jest On ani prekursorem, ani epigonem, ale jak nikt inny, w pełni korzysta ze środków, nad którymi panuje najlepiej. Używa ich dla efektu plastycznego wiedząc doskonale, że podobnymi sposobami czarowali widzów mistrzowie z Altamiry i z australijskiej pustyni. Piekarskiego szczęśliwie znamy z imienia i nazwiska, więc możemy nadal oczekiwać magii liter i czcionek pięknie związanych kompozycją.

Rafał Strent,
lipiec 2022 roku

Michał Piekarski: Osobowość osobna